Rozdział I
Natasha po raz trzeci sprawdziła zawartość plecaka, odhaczając kolejno wszystkie rzeczy na liście, którą każdy z uczestników obozu dostał od organizatora. Potem wzięła drugą kartkę ze spisem przedmiotów, które sama uznała za niezbędne, i upewniła się, że wszystko zapakowała.
Spokojna, że o niczym nie zapomniała, chwyciła plecak i zeszła na dół. Ojciec już czekał na nią w samochodzie, a mama stała przy drzwiach z dużym plastikowym pojemnikiem z kanapkami.
- Za dużo tego, nie zmieści mi się. - zaprotestowała Natasha, ale była już i tak trochę spóźniona, więc zrezygnowała z dyskusji z matką i wepchnęła pojemnik do bocznej kieszeni plecaka.
Pocałowała mamę w oba policzki i pobiegła do samochodu- czy raczej próbowała biec, bo plecak był tak ciężki, że nie bardzo jej na to pozwalał.
- Uff- odetchneła,sadowiąc się na siedzeniu obok ojca. -Ruszaj, bo Sandra na pewno się już denerwuje. - Za 45 min. cała grupa uczestników obozu miała się spotkać na dworcu Grey w Mineapolu, skąd odjeżdżał ich autobus do Albu ( :D ), a ona i tata mieli jeszcze podjechać po jej przyjaciółkę.
- Nie martw się, będziecie na czas. - zapewnił ją ojciec i dotrzymał obietnicy.
Dotarły na miejsce zbiórki akurat wtedy, kiedy pan Selen, opiekun, którego poznały na spotkaniu informacyjnym, zaczął odczytywać nazwiska uczestników. Zanim zdążyły się rozejrzeć po grupie ustawionych w kręgu dziewcząt i chłopców, Natasha usłyszała nazwisko, którego dźwięk zmroził jej krew w żyłach.
- Clen Braddock!
- Jestem! - zawołał wysoki szatyn, podnosząc rękę. Rozejrzał się, a kiedy jego wzrok zatrzymał się na Natashy, uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Co on tu robi?- szepnęła do przyjaciółki. - Nie widziałam go na liście. Nie było go też na spotkaniu informacyjnym.
- Nie wiem - odparła Sandra. -Może załapał się w ostatniej chwili, bo ktoś zrezygnował.
Natasha poczuła, że cały entuzjazm, z jakim podchodziła do tego obozu, gdzieś się ulotnił.
Clen Braddock od 10 lat, od pierwszego dnia, kiedy zacżęli razem chodzić do zerówki, zatruwał jej życie. I najwyraźniej postanowił zatruć jej również na ten wyjazd.
- Nie ma Rona- powiedziała Sandra, nachylając sie do ucha przyjaciółki. Z jej głosu wyraźnie przebijało rozczarowanie.
Natasha rozejrzała się i stwierdziła, że Rona rzeczywiście nie ma. W innych okolicznościach jego nieobecność na pewno by ją ucieszyła, Ron był bowiem najlepszym przyjacielem Clena i zawsze kiedy gdzieś pojawiał się jeden z nich, można było iść o zakład, że za chwilę zjawi się drugi. No ale Clen i tak już był, więc co za różnica? Dla niej żadna, ale dla Sandry, która od dawna podkochiwała się w Ronie, kolosalna.
Natasha była tak zdenerwowana, że nie usłyszała, kiedy opiekun wyczytał jej nazwisko.
- Jest, jest! - zawołał Clen.
- Ty jesteś Natasha Osborne? - zapytał pan Selen, uśmiechając się do niego.
- Tu jestem - rzuciła Natasha najgłośniej, jak umiała, ostentacyjnie nie patrząc w stronę Clena. - Czy on się nigdy ode mnie nie odczepi? - zwróciła się do przyjaciółki.
Sandra jednak była tak przygnębiona, że wzruszyła tylko ramionami.
- Na pewno się spóźni. - pocieszyła ją Natasha. - Zawsze się przecież spóźnia - dodała, ale zanim zdążyła to powiedzieć, uświadomiła sobie, że Ron prawdopodobnie nie pojawi się w ogóle.
- Casey Taker! - zawołał opiekun, rozwiewając w ten sposób resztki nadziei Sandry, bo listę uczestników obozu ułożono alfabetycznie, więc nazwisko Rona musiałoby się znaleźć wyżej.
- No pięknie - powiedziała Natasha, wzdychając ciężko. -Jedna z nas będzie miała przechlapany obóz, dlatego że jedzie z nami pewien głupek, a druga dlatego że inny nie jedzie.
- Wiesz, mimo wszystko wolałabym być na twoim miejcu. - wyznała Sandra.
Opiekun właśnie skończył czytać listę, kiedy podszedł do niego opalony blondyn.
- Przepraszam, spóźniłem się kilka minut. - rzekł, kładąc plecak na ziemi.
Pan Selen zerknął na zegarek i pokręcił głową.
- Powiedziałbym raczej, że kilkanaście. - Popatrzył z przyganą na spóźnialskiego i zwrócił się do uczestników obozu: - Mam tylko nadzieję, że nie będziecie brać z niego przykładu. Na tego typu wyprawach jak ta, która nas czeka, zdyscyplinowanie jest rzeczą najważniejszą.
- Oczywiście, podpisuję się pod tym bez zastrzeżeń - potwierdził gorliwie blondyn.
- To jest Jack Snyder -przedstawił go pan Selen. - Jedzie z nami jako mój pomocnik, chociaż szczerze mówiąc, Meksyk zna o wiele lepiej niż ja, bo stamtąd pochodzi.
Jack uśmiechnął się do dziewcząt i chłopców, ukazując piękne zęby, które na tle opalonej twarzy wydawały się wręcz nieprawdopodobnie białe. Miał nie więcej niż 22 lata i był nieprzyzwoicie przystojny.
Natasha i Sandra popatrzyły po sobie.
- Może jednak nie będzie tak źle. - powiedziały jednocześnie.
Macie ostatnią okazję, żeby skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji - powiedział pan Selen w holu niewielkiego hotelu na przedmieściach Albu. -Radzę wam wyspać się wygodnie, bo przez najbliższe 10 dni nie będzie takich luksusów jak łóżko.
Natasha nie brała jeszcze udziału w takiej imprezie, co więcej,nigdy nawet nie spała w namiocie, myślała więc z niemałym niepokojem o tym, co ją czeka. Bardziej jednakniż dyskomfortu wynikającego z braku zdobyczy cywilizacji obawiała sie tego, że nie podoła trudom obozu, że wymięknie. Wiedziała wprawdzie,
że znajdzie oparcie w Sandrze, która miała już zaprawę, bo ojciec często zabierał ją i jej dwóch starszych braci na biwakowe wycieczki po Minesocie i Wisconsin. Mimo to Natasha bała się kompromitacji, zwłaszcza od chwili, kiedy się okazało, że pomocnikiem pana Selena jest jeden z przystojniejszych
chłopaków, jakich w życiu widziała.
- Jutro się spotykamy o 7.00 na śniadaniu na dole! - zawołał Jack, próbując przekrzyczeć harmider, jaki się wywiązał w związku z przydziałem pokoi.- Zejdźciejuż z plecakami, bo o 19.30 mają podjechać busy, którymi pojedziemy do Acoma Pablo.
Natasha już ściskała w ręce klucz, zadowolona, że będzie spała z Sandrą w dwuosobowym pokoju.Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia co one, okazało się bowiem, że część uczestników musi być ulokowana w trzyosobowych pokojach.
Najwięcej zamieszania robiły dwie o rok młodsze od nich dziewczyny, Sally i April, papużki nierozłączki, które za nic na świecie nie chciały być rozdzielone
na noc, i Marsha.
Tę ostatnią akurat Natasha potrafiła zrozumieć, bo sama nie miałaby ochoty spać w jednym pokoju z dziewczyną, która odbiłaby jej chłopaka. A Rebecca Stevensodbijanie koleżankom chłopaków traktowała jak hobby. Kiedy w szkole pojawiała się nowa para, dziewczyny robiły zakłady, czy i kiedy Rebecca wkroczy do akcji.
- Mogę prosić o chwilę ciszy?!- zagrzmiał pan Selen takim głosem, że wszyscy zamilkli. -Przyglądam się wam, moi drodzy, i czarno widzę tę naszą wyprawę. Skoro teraz, w hotelu, nie możżecie dojść między sobą do porozumienia, to co będzie, jak się naprawdę zrobi poważnie? A zrobi się, możecie być tego pewni.-
Popatrzył na swoich podobiecznych i ciągnął: -Wydawało mi się, że na spotkaniu informacyjnym mówiłem jasno i wyraźnie. Jeśli macie do siebie jakieś żale i pretensje, to albo zostawiacie je w Mineapolu,albo, jeżeli nie potraficie tego zrobić, rezygnujecie z obozu. Taka wyprawa to nie miejsce na kłótnie i nieporozumienia. -Jeszcze raz przesunął wzrokiem po twarzach dziewcząt i chłopców. -Jesteśmy grupą i to, czy za 10 dni będziemy mogli uznać naszą eskapadę za udaną, zależy przede wszystkim od tego, czy będziemy sobie pomagać i zgodnie współpracować. Czy to jest jasne?
Zgodna współpraca zaczęła się od zgodnego pokiwania głowami. Trudno tylko powiedzieć, na ile szczery był ten gest. Natasha w każdym razie pomyślała: Współpraca? W porządku. Z jednym tylko wyjątkiem. Nikt nie może przecież ode mnie wymagać, żebym współpracowała z Clenem!
Zerknęła na Marshę, która po wystąpieniu pana Selena podeszła z opuszczonymi ramionami do Rebecki i jej przyjaciółki Laury, i domyśliła się, że ona również musi mieć swoje zastrzeżenia. Nie wiadomo, czy to pod wpływem słów opiekuna o pomaganiu sobie nawzajem, ale tknięta nagłym impulsem, Natasha spojrzała na Sandrę i skinęła głową, wskazując na Marshę.
- Mogłybyśmy oddać Rebecce i Laurze naszą dwójkę i spać we trójkę z Marshą.
- Myślisz, że to dobry pomysł?-spytała Sandra z powątpiewaniem. -Skoro mamy wszyscy ze sobą współpracować, to może lepiej, żeby te dwie...- Nie dokończyła, bo przyjaciółka spiorunowała ją wzrokiem.
- Wszystko ma swoje granice - ucięła Natasha, wyjęła z kieszeni klucz i podeszła do trójki dziewcząt.
Sandrze jednak przyszło do głowy, że mówiąc o granicach, jej przyjaciółka ma na myśli raczej siebie i Clena, a nie Marshę i Rebeccę.
- Zrobię, co tylko zechcecie -powiedziała uszczęśliwiona Marsha, kiedy we trzy wchodziły po schodach na pierwsze piętro. -Nie wytrzymałabym z nią w jednym
pokoju. Uratowałyście mi życie. Naprawdę bym tego nie zniosła. Mogę nawet z wdzięczności nosić za was plecaki.
- Swój ledwo niesiesz -zauważyła Sandra.
Niewysoki i bardzo drobna Marsha rzeczywiście uginała się pod ciężarem plecaka.
Gdy znalazły się na piętrze, usłyszały za sobą głosy, a po chwili wyprzedziła je grupa chłopców, wśród których Natasha zobaczyła Clena. Jak zwykle w takiej
sytuacji, natychmiast odwróciła wzrok, ale zdążyła zauważyć jego uśmiech od ucha do ucha.
- Słyszałaś, co mówił nasz opiekun? -zapytał.
Wiedziała, że zwraca się do niej, ale postanowiła udawać, że go nie słyszy.
- Coś mi się zdaje, że nie wszyscy z nas zostawili swoje żale i pretensje w Mineapolu -powiedział.
Zanim zdążyła pomyśleć, odwróciła głowę i znów dostrzegła ten jego głupkowaty uśmiech, który zawsze tak ją irytował.
Miała zasadę, żeby nie reagować na jego zaczepki, i zwykle udawało jej się tego przestrzegać. Dziś jednak nie wytrzymała.
- Szkoda tylko, że niektórzy nie zostawili w Mineapolu swojego tyłka -rzuciła i zaczęła otwierać drzwi z numerem 17.
Kiedy weszła do pokoju, usłyszała jeszcze, jak Clen zwraca się do kolegów:
- Tak wygląda zgodna współpraca, jak byście nie wiedzieli.
- Dlaczego ty go właściwie tak nie lubisz? -zapytała Marsha, kiedy wszystkie trzy zrzuciły na podłogę ciężkie plecaki. -Zawsze mi się wydawało, że to bardzo
sympatyczny chłopak.
______________________________________
Czytasz= komentujesz
ROZDZIAŁ JESZCZE NIE DOKOŃCZONY !!!
- Uff- odetchneła,sadowiąc się na siedzeniu obok ojca. -Ruszaj, bo Sandra na pewno się już denerwuje. - Za 45 min. cała grupa uczestników obozu miała się spotkać na dworcu Grey w Mineapolu, skąd odjeżdżał ich autobus do Albu ( :D ), a ona i tata mieli jeszcze podjechać po jej przyjaciółkę.
- Nie martw się, będziecie na czas. - zapewnił ją ojciec i dotrzymał obietnicy.
Dotarły na miejsce zbiórki akurat wtedy, kiedy pan Selen, opiekun, którego poznały na spotkaniu informacyjnym, zaczął odczytywać nazwiska uczestników. Zanim zdążyły się rozejrzeć po grupie ustawionych w kręgu dziewcząt i chłopców, Natasha usłyszała nazwisko, którego dźwięk zmroził jej krew w żyłach.
- Clen Braddock!
- Jestem! - zawołał wysoki szatyn, podnosząc rękę. Rozejrzał się, a kiedy jego wzrok zatrzymał się na Natashy, uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Co on tu robi?- szepnęła do przyjaciółki. - Nie widziałam go na liście. Nie było go też na spotkaniu informacyjnym.
- Nie wiem - odparła Sandra. -Może załapał się w ostatniej chwili, bo ktoś zrezygnował.
Natasha poczuła, że cały entuzjazm, z jakim podchodziła do tego obozu, gdzieś się ulotnił.
Clen Braddock od 10 lat, od pierwszego dnia, kiedy zacżęli razem chodzić do zerówki, zatruwał jej życie. I najwyraźniej postanowił zatruć jej również na ten wyjazd.
- Nie ma Rona- powiedziała Sandra, nachylając sie do ucha przyjaciółki. Z jej głosu wyraźnie przebijało rozczarowanie.
Natasha rozejrzała się i stwierdziła, że Rona rzeczywiście nie ma. W innych okolicznościach jego nieobecność na pewno by ją ucieszyła, Ron był bowiem najlepszym przyjacielem Clena i zawsze kiedy gdzieś pojawiał się jeden z nich, można było iść o zakład, że za chwilę zjawi się drugi. No ale Clen i tak już był, więc co za różnica? Dla niej żadna, ale dla Sandry, która od dawna podkochiwała się w Ronie, kolosalna.
Natasha była tak zdenerwowana, że nie usłyszała, kiedy opiekun wyczytał jej nazwisko.
- Jest, jest! - zawołał Clen.
- Ty jesteś Natasha Osborne? - zapytał pan Selen, uśmiechając się do niego.
- Tu jestem - rzuciła Natasha najgłośniej, jak umiała, ostentacyjnie nie patrząc w stronę Clena. - Czy on się nigdy ode mnie nie odczepi? - zwróciła się do przyjaciółki.
Sandra jednak była tak przygnębiona, że wzruszyła tylko ramionami.
- Na pewno się spóźni. - pocieszyła ją Natasha. - Zawsze się przecież spóźnia - dodała, ale zanim zdążyła to powiedzieć, uświadomiła sobie, że Ron prawdopodobnie nie pojawi się w ogóle.
- Casey Taker! - zawołał opiekun, rozwiewając w ten sposób resztki nadziei Sandry, bo listę uczestników obozu ułożono alfabetycznie, więc nazwisko Rona musiałoby się znaleźć wyżej.
- No pięknie - powiedziała Natasha, wzdychając ciężko. -Jedna z nas będzie miała przechlapany obóz, dlatego że jedzie z nami pewien głupek, a druga dlatego że inny nie jedzie.
- Wiesz, mimo wszystko wolałabym być na twoim miejcu. - wyznała Sandra.
Opiekun właśnie skończył czytać listę, kiedy podszedł do niego opalony blondyn.
- Przepraszam, spóźniłem się kilka minut. - rzekł, kładąc plecak na ziemi.
Pan Selen zerknął na zegarek i pokręcił głową.
- Powiedziałbym raczej, że kilkanaście. - Popatrzył z przyganą na spóźnialskiego i zwrócił się do uczestników obozu: - Mam tylko nadzieję, że nie będziecie brać z niego przykładu. Na tego typu wyprawach jak ta, która nas czeka, zdyscyplinowanie jest rzeczą najważniejszą.
- Oczywiście, podpisuję się pod tym bez zastrzeżeń - potwierdził gorliwie blondyn.
- To jest Jack Snyder -przedstawił go pan Selen. - Jedzie z nami jako mój pomocnik, chociaż szczerze mówiąc, Meksyk zna o wiele lepiej niż ja, bo stamtąd pochodzi.
Jack uśmiechnął się do dziewcząt i chłopców, ukazując piękne zęby, które na tle opalonej twarzy wydawały się wręcz nieprawdopodobnie białe. Miał nie więcej niż 22 lata i był nieprzyzwoicie przystojny.
Natasha i Sandra popatrzyły po sobie.
- Może jednak nie będzie tak źle. - powiedziały jednocześnie.
Macie ostatnią okazję, żeby skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji - powiedział pan Selen w holu niewielkiego hotelu na przedmieściach Albu. -Radzę wam wyspać się wygodnie, bo przez najbliższe 10 dni nie będzie takich luksusów jak łóżko.
Natasha nie brała jeszcze udziału w takiej imprezie, co więcej,nigdy nawet nie spała w namiocie, myślała więc z niemałym niepokojem o tym, co ją czeka. Bardziej jednakniż dyskomfortu wynikającego z braku zdobyczy cywilizacji obawiała sie tego, że nie podoła trudom obozu, że wymięknie. Wiedziała wprawdzie,
że znajdzie oparcie w Sandrze, która miała już zaprawę, bo ojciec często zabierał ją i jej dwóch starszych braci na biwakowe wycieczki po Minesocie i Wisconsin. Mimo to Natasha bała się kompromitacji, zwłaszcza od chwili, kiedy się okazało, że pomocnikiem pana Selena jest jeden z przystojniejszych
chłopaków, jakich w życiu widziała.
- Jutro się spotykamy o 7.00 na śniadaniu na dole! - zawołał Jack, próbując przekrzyczeć harmider, jaki się wywiązał w związku z przydziałem pokoi.- Zejdźciejuż z plecakami, bo o 19.30 mają podjechać busy, którymi pojedziemy do Acoma Pablo.
Natasha już ściskała w ręce klucz, zadowolona, że będzie spała z Sandrą w dwuosobowym pokoju.Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia co one, okazało się bowiem, że część uczestników musi być ulokowana w trzyosobowych pokojach.
Najwięcej zamieszania robiły dwie o rok młodsze od nich dziewczyny, Sally i April, papużki nierozłączki, które za nic na świecie nie chciały być rozdzielone
na noc, i Marsha.
Tę ostatnią akurat Natasha potrafiła zrozumieć, bo sama nie miałaby ochoty spać w jednym pokoju z dziewczyną, która odbiłaby jej chłopaka. A Rebecca Stevensodbijanie koleżankom chłopaków traktowała jak hobby. Kiedy w szkole pojawiała się nowa para, dziewczyny robiły zakłady, czy i kiedy Rebecca wkroczy do akcji.
- Mogę prosić o chwilę ciszy?!- zagrzmiał pan Selen takim głosem, że wszyscy zamilkli. -Przyglądam się wam, moi drodzy, i czarno widzę tę naszą wyprawę. Skoro teraz, w hotelu, nie możżecie dojść między sobą do porozumienia, to co będzie, jak się naprawdę zrobi poważnie? A zrobi się, możecie być tego pewni.-
Popatrzył na swoich podobiecznych i ciągnął: -Wydawało mi się, że na spotkaniu informacyjnym mówiłem jasno i wyraźnie. Jeśli macie do siebie jakieś żale i pretensje, to albo zostawiacie je w Mineapolu,albo, jeżeli nie potraficie tego zrobić, rezygnujecie z obozu. Taka wyprawa to nie miejsce na kłótnie i nieporozumienia. -Jeszcze raz przesunął wzrokiem po twarzach dziewcząt i chłopców. -Jesteśmy grupą i to, czy za 10 dni będziemy mogli uznać naszą eskapadę za udaną, zależy przede wszystkim od tego, czy będziemy sobie pomagać i zgodnie współpracować. Czy to jest jasne?
Zgodna współpraca zaczęła się od zgodnego pokiwania głowami. Trudno tylko powiedzieć, na ile szczery był ten gest. Natasha w każdym razie pomyślała: Współpraca? W porządku. Z jednym tylko wyjątkiem. Nikt nie może przecież ode mnie wymagać, żebym współpracowała z Clenem!
Zerknęła na Marshę, która po wystąpieniu pana Selena podeszła z opuszczonymi ramionami do Rebecki i jej przyjaciółki Laury, i domyśliła się, że ona również musi mieć swoje zastrzeżenia. Nie wiadomo, czy to pod wpływem słów opiekuna o pomaganiu sobie nawzajem, ale tknięta nagłym impulsem, Natasha spojrzała na Sandrę i skinęła głową, wskazując na Marshę.
- Mogłybyśmy oddać Rebecce i Laurze naszą dwójkę i spać we trójkę z Marshą.
- Myślisz, że to dobry pomysł?-spytała Sandra z powątpiewaniem. -Skoro mamy wszyscy ze sobą współpracować, to może lepiej, żeby te dwie...- Nie dokończyła, bo przyjaciółka spiorunowała ją wzrokiem.
- Wszystko ma swoje granice - ucięła Natasha, wyjęła z kieszeni klucz i podeszła do trójki dziewcząt.
Sandrze jednak przyszło do głowy, że mówiąc o granicach, jej przyjaciółka ma na myśli raczej siebie i Clena, a nie Marshę i Rebeccę.
- Zrobię, co tylko zechcecie -powiedziała uszczęśliwiona Marsha, kiedy we trzy wchodziły po schodach na pierwsze piętro. -Nie wytrzymałabym z nią w jednym
pokoju. Uratowałyście mi życie. Naprawdę bym tego nie zniosła. Mogę nawet z wdzięczności nosić za was plecaki.
- Swój ledwo niesiesz -zauważyła Sandra.
Niewysoki i bardzo drobna Marsha rzeczywiście uginała się pod ciężarem plecaka.
Gdy znalazły się na piętrze, usłyszały za sobą głosy, a po chwili wyprzedziła je grupa chłopców, wśród których Natasha zobaczyła Clena. Jak zwykle w takiej
sytuacji, natychmiast odwróciła wzrok, ale zdążyła zauważyć jego uśmiech od ucha do ucha.
- Słyszałaś, co mówił nasz opiekun? -zapytał.
Wiedziała, że zwraca się do niej, ale postanowiła udawać, że go nie słyszy.
- Coś mi się zdaje, że nie wszyscy z nas zostawili swoje żale i pretensje w Mineapolu -powiedział.
Zanim zdążyła pomyśleć, odwróciła głowę i znów dostrzegła ten jego głupkowaty uśmiech, który zawsze tak ją irytował.
Miała zasadę, żeby nie reagować na jego zaczepki, i zwykle udawało jej się tego przestrzegać. Dziś jednak nie wytrzymała.
- Szkoda tylko, że niektórzy nie zostawili w Mineapolu swojego tyłka -rzuciła i zaczęła otwierać drzwi z numerem 17.
Kiedy weszła do pokoju, usłyszała jeszcze, jak Clen zwraca się do kolegów:
- Tak wygląda zgodna współpraca, jak byście nie wiedzieli.
- Dlaczego ty go właściwie tak nie lubisz? -zapytała Marsha, kiedy wszystkie trzy zrzuciły na podłogę ciężkie plecaki. -Zawsze mi się wydawało, że to bardzo
sympatyczny chłopak.
______________________________________
Czytasz= komentujesz
ROZDZIAŁ JESZCZE NIE DOKOŃCZONY !!!


Komentarze (3):
O boziuu :*
Boskie, ale kończ szybko!!! :-)
+ napewno będe czytać :>
jest super :D
http://pinksaw-opowiadania.blogspot.com
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna